16 wrzesnia 2006 r

Targowisko rybne przy oceanie

____________________________________

   

   

..::: Ciezko bylo rano wstac po dlugim wieczorze w Portugalia pub, ale bylismy umowieni z Kula na targowisko rybne. Kula jest Greczynka, starsza. Kobiety z Crown nie bardzo ja lubia. Nie wiem dlaczego? Bo ja Kule lubie najbardziej. Jest inna, ciepla i ma dobre serce.

Jedziemy wczesnie rano, bez sniadania, bo tam i z powrotem mialo byc.

Dojezdzamy. Kilka metrow przed plaza na naszym samochodzie wiesza sie gromada nastolatkow. Wrzeszcza strasznie. Czuje sie  nieco osaczona, bo prawie nie mam jak wysiasc z samochodu, czuje sie agresje, brutalne zycie. Kiedy wysiadamy wyrostki prawie wisza na nas. Dra sie strasznie" Amiga, amiga..." przy czym popychaja sie nawzajem. Czego chca chlopaki? Chlopaki chca niesc nam miske z rybami i chca wypatroszyc ryby, ktorych jeszcze nie kupilismy nawet. Po chwili problem sie rozwiazuje. Dwoch urwisow niesie jeszcze pusta miske. Nawet nie wiem jak to sie stalo, ze akurat oni. Cale targowisko troche filmowe, przygladam sie wiec co sie dzieje. Mozna tu kupic wszystkie dary oceanu. Poczawszy od osmiornic, krabow, kalamarow po najrozniejsze ryby. Jedni przywiazuja lodzie, wyciagaja ryby. Innie patrosza, jeszcze inni wybieraja, czyszcza, to co poprzedni wyrzucili. Chodze sobie przygladam sie temu wszystkiemu. Poranek goracy, parny. Pdchodze do brzegu, zeby zrobic zdjecie, bo widok ladny. A tu slysze ktos krzyczy  za mna. Ogladam sie . Policjant. Drze sie i wymachuje rekoma, ze nie wolno mi fotografowac oceanu, bo tam jest wyspa. Agresywny, dech mi zapiera, bo nie lubie jak ktos glosno krzyczy. Poza tym przypomina mi sie jak slyszalam, ze moge stracic aparat. Mowie wiec po Polsku wkurzona, przestraszona ale lagodnym glosem "Wiem wiem, zapomnialam ze to wasze, piekne i nie mozna fotografowac" Zemdlilo mnie. Policjant poszedl na szczescie, to sie uspokoilam.

Robie jeszcze kilka zdjec maluchom i ich mamom, bo tu maluchy skoro swit wraz za mamami ruszaja do pracy.

...::: Kilka moich obserwacji zwiazanych z macierzynstwem. Otóż dzieci nosi sie tu oczywiscie  na plecach. Mama przywiazuje je zazwyczaj barwna chusta. Taki maluch ma wygode, kolyske, cieplo i bliskosc. Wiele w jednym. Natomiast jesli dzizdzius jest naprawde malutki, tzn. jesli ma kilka dni np. to mama nosi go tak samo jak Polska mama. Zazwyczaj otula malenstwo czysciutkim przescieradlem, pieluszka, albo czysta chusta

tak jak tu:

 
To niesamowity, wzruszajacy wrecz widok, kiedy widzi sie tak czysciutkie malenstwo
w ramionach mamy stojacej na brudnej ulicy czy tuz przy  lichym domu, w ktorym nie ma ani wody, ani pradu.

 

Kiedy dzidzius jest na plecach mamy i  akurat spi, albo jest ostre slonce, albo mocno sie kurzy, albo jest jeszcze calkiem malutki to mama przykrywa go calego pieluszka, albo przescieradlem, albo chusta. Taka budka, jak w wozku. Taka oslonka przed '"ostrym" swiatem.

tak jak tu:

     

Mama z prawej strony niesie
spiace niemowle przykryte pieluszka.                                                A ja zachwycam sie slodkim malenstwem, 
                                                                                                              ktore przyglada sie swiatu

 

...::: wracam na targowisko... w kilku obrazkach ....

a80.jpg (102415 bytes) a82.jpg (68695 bytes) a85.jpg (75649 bytes)  a78.jpg (140689 bytes)  a79.jpg (73987 bytes)  a83.jpg (55946 bytes) a84.jpg (102546 bytes) a86.jpg (90126 bytes)  

 

...::: do domu znowu wrocilismy zieleni. Zieleni bo:

- bo korek okropny

- bo goraca i parno

- bo bez sniadania

- bo dlugo i glosno i meczaco

- bo w samochodzie smierdzialo rybami

Ale potem dzikie niedzikie koty mialy uczte:-)

...::: Wieczorem party u Clair i Kietha w kondonimio Mandarinias. Mila impreza, dobre jedzenie, ulubione Anglikow -Curry, potem lody, ciasto itd. Znajome mi juz twarze, sympatyczny Philip i July i Gordon i nawet Mike, ktorego poznalam bedac w Afryce w roku 2004. Wysciskalismy sie na powitanie. Mike przelotem w Luandzie, bo w polowie imprezy patrze a Mike wyjezdza walizka z sypialni. Smiesznie to wygladalo. Pytam, "A Ty dokad?" "Do Londynu". 

Sporo bawilam sie  z mala Abi. Czesalam jej lalki, kucyka. wysciskalysmy sie. Tylko nie moge przelamac sie do mamy Abi. A wszystko przez to, ze przypomina mi wprost do zludzenia pewna obcesowa Polke, ktora kiedys poznalam w Afryce, a ktora miala cudowny dar ignorowania ludzi i zgrywana sie przed facetami. Przez tamta w Afryce przeszla drugotrwalay wewnetrzny dramacik. Nie chce sie uprzedzac do mamy Abigail, bo Abi jest slodka i jej siostra Sofi i tata przesympatyczny, taki prawdziwy dobry tata, ale mumusia jakos mi dziwna.

A moze ona fajna, a moze super, bo to niemozliwe przeciez  zeby dwie identyczne baby byly na jednym kontynencie, tak wielkim i odleglym od Europy i akurat ja musialabym sie na nie natknac. Choc kto wie,  znajac moja zdolnosc do przypadkow...

<<<WSTECZ   DALEJ >>