12 pazdziernika 2006 r.

_______________________

Do szkoly

...::: Wczoraj dla czterech nastolatkow czasowo przebywajacych za granica rozpoczal sie rok szkolny 2006/2007. Dwaj chlopcy z Poski i dwaj chlopcy z Danii poszli do pobliskiej, angolanskiej szkoly. Stres, szok....to wszystko towarzyszylo calej czworce. Ciezko bylo rozladowac gesta, napieta atmosfere. Decyzja jednak zostala podjeta juz jakis czas temu i raczej nie bylo odwrotu. Decyzja odwazna z wielu powodow, jednym z nich jest zupelny brak znajomosci jezyka portugalskiego u dzieci. Cala czworka rozmawia po angielsku, ale w nowej szkole zaledwie tylko kilkoro dzieci mowi w tym jezyku. Poza tym nasi chlopcy sa jedynymi obcokrajowcami w tej szkole, jednymi bialymi.

...:::: Po afrykansku, czyli poczekalismy jakis czas zanim przyszedl dyrektor. Naprawde wspanialy, madry, mlody czlowiek. Dlugie rozmowy z rodzicami, czyli z nami, potem rozmowy z chlopcami (po angielsku), potem powitanie w klasach. Dyrektor poprosil angolanska mlodziez o pomoc, o wyrozumialosc itd. Brawa, mile powitania i chlopcy zajeli miejsca w lawkach no i  zaczely sie lekcje w prawdziwej afrykanskiej szkole.

...::: Nie wnikam w poziom nauczania, bo to akurat nieistotne, zreszta z pierwszych relacji dzieci wyglada, ze jest calkiem niezle. I tak kiedy, chlopcy wroca do swojej polskiej szkoly, to sporo rzeczy zaczna od poczatku. Kazdego ranka tez, od 1 do 3 godzin ucza sie sami z polskich ksiazek. Nauczyciele w nowej szkole mlodzi, mili, mowia po angielsku. Mlodziez pogodna, przyjazna... 

 

<<<wstecz  dalej>>>