5 pazdziernika 2006 r.

_________________________

Tak wiec zyje sie tu mniej

wiecej, jakby z czysta karta 

...::: Wczoraj dostalam chwilowego, na szczescie "brzusznego pioruna". Jest to cos czego nie znosze, z czym sobie nie radze. To pewna odmiana big stresu. Myslalam, ze rozsadzi mi  wnetrznosci. Dopadlo mnie nagle, w moment. Przyczyna zlozona, albo zupelny jej brak, zalezy jak na to popatrzec. Wczoraj na basen przyszla Marika, moja Rpeanska kolezanka. Przyniosla mi kilka informacji na temat turystyki w jej kraju. Myslalam, zeby wybrac sie do RPA. Jej jezyk narodowy to afrikans, angielski dziwny, wiec po spedzonym z nia czasie rozsadzilo mi wnetrznosci prawie, bo stwierdzilam, ze nie nadaje sie tu do niczego. Ze niebawem dojdzie u mnie do autodestrukcji spowodowanej brakiem mozliwosci wymiany mysli, wyrzucenia z siebie wszystkich spostrzezen itd. Bo czy mozna dokonac analizy psychologicznej czlowieka, albo wymiany pogladow, albo pofilozofowac poslugujac sie wylacznie podstawowymi slowami w obcym, niezadobrze poznanym jezyku?  Wieczorem zmietolilam umysl mezowi opowiadajac mu o moich przemysleniach zwiazanych z nowym zyciem, ktore aktualnie wiode. Odnalazlam zrozumienie. Jak to mniej wiecej wyglada? Otoz  zupelnie trudno opisac ow stan, w ktorym sie znajduje, czyli to nowe zycie. Jest tak odmienne od tego, ktore wiodlam w Polsce, ze az nieprawdopodobne. I nie chodzi tu juz tylko o otaczajaca mnie teraz rzeczywistosc, o smietnik wsrod ktorego polozony jest moj nowy dom, nie chodzi o to tez,  ze krany sa tu inne, ze wiekszosc jedzenia ma zapach chloru, ze czas plynie calkiem inaczej, ze na wszystko trzeba czekac, i ze lato tu wciaz, ze ludzie calkiem odmienni. Chodzi o to, ze kiedy zyjesz tu, to tak jakby nie istniala twoja przeszlosc. A czymze jest czlowiek bez przeszlosci. Carte blanche?:-) Niby nie do konca to wszystko tak, bo sie pamieta co i jak bylo, ale sie tego nie czuje. Najbardziej nieprawdopodobne jest to, ze Kacper lat 15, wszedl na te moje rozwazania i powiedzial, ze ma dokladnie tak samo. A przeciz to on w Polsce zostawil najwiecej bo swoj zespol rockowy, w ktorym gral na gitarze, bo swoje ukochane harcerstwo, ktorym zyl tak bardzo. Tak wiec zyje sie tu mniej wiecej z wyczyszczona karta myslowa (nie pamieci) i przyjmuje sie to, jako cos oczywistego. Nie potwierdzaja sie zatem moje poczatkowe rozwazania o tym, ze przyjezdzajac tu zabralam tez siebie, czyli moje mysli, marzenia, wspomnienia. Opis stanu brzmi dosc enigmatycznnie i mam tego swiadomosc, aczkolwiek tak wlasnie jest. Tajemniczo, "niewyjasnialnie". Z trudem odtwarzam wspaniale wakacje w Polsce, nie moge sobie przypomniec jak to jest, kiedy gladzi sie mojego czarnego kota Brajana, bo teraz gladze Pikeno gatu. Nie czuje klimatu mojego ogrodu, ulicy Klonowej i mojego domu nawet. Czy ja ostatnio przejechalam na rowerze 500km? Pamietam, ze tak, ale wszystko odlegle, jakby w innym wymiarze, nie czasu, nie przestrzeni. To chyba okropnosc raczej. Taka, jakby psychiczna zdrada wobec przezytych doswiadczen. Pewna rekompensata tego wszystkiego sa sny. Po lariamowych szalenczych, przytlaczajacych snach miewam teraz piekne sny o przyjaciolach, najblizszych i dalszych. Musze powiedziec ze snili mi sie juz chyba wszyscy ludzie, z ktorymi jakkolwiek zwiazal, czy nawet tylko zetknal mnie los. (Reniu dzis z moim bratem byliscie u mnie w Luandzie). W moich snach ciagna sie barwne seriale. Rozmawiam, spotykam sie, jestem z tymi wszystkimi ludzmi, ktorych tu teraz ze mna nie ma. W snach spotykam tez moja mame. 

...::: Akurat bylismy w trakcie interesujacego dialogu dotyczacego moich refleksji o zyciu, kiedy  przyszla Celeste ze swoja spodziewajaca sie dziecka corka i z dwoma koszyczkami swiezutkich truskawek (smakowaly jak mamine z ogrodka). To niesamowite, bo Celeste powiedziala mezawi, ze swietnie sie komunikujemy i ogolnie sie zachwycala nasz znaojmoscia (a przeciez dopiero co stwierdzilam, ze jestem do bani, szczegolnie moja komunikacja). Spedzilismy mily wieczor, zrobilam kilka zdjec brzuszkowi corki Cekleste, bo bardzo chciala, zjedlismy torbe czipsow, tone ciasteczek, wypilismy herbtke brendy firmy Dilmah, ktora kupilam w blaszaku na ryneczku w Rzepinie i ogolnie bylo funny.

...::: Goscie wyszli a ja posprzatalam moj aparat i komputer i niewiedziec jak wyczyscilam zdjecia ciezarnej corki Celeste. Myslalam, ze sobie strzele w leb ze zlosci, bo na tych zdjeciach im bardzo zalezalo. Ciaza i macierzynstwo sa dla nich czyms niezwykle waznym. Mialam jej tez te zdjecia przegrac na plyte. Usunelam je bezpowrotnie jednak, czyli karte blanche. Pol nocy nie spalam, bo przezywalam swoja durnote, a drugie pol snilam kolorowy sen o moich kilku przyjaciolach. Troche sie wiec wszystko wyrownalo i doczekalam rana.

...::: A rano przyszla Celeste. Usmiechnieta, szczesliwa i przyniosla mi sliczna bluzeczke z ZARY w prezencie. Teraz to juz calkiem chcialam sobie strzelic w leb. Wydusilam z siebie niemila dla niej wiadomosc, ze stracilam zdjecia, ktore tak bardzo jej sie podobaly. Celeste :"My friend Dorota, not problem, dont wory, you will take a new photos." Celeste jest naprawde fajna kobieta. Madra, wyksztalcona, bardzo elegancka. Wygladam przy niej jak "szczygiel". Celeste powiedziala mi, ze jej corka po wizycie u nas powiedziala jej, ze nie spotkala dawno tak wesolej, energicznej i szczesliwej kobiety jaka ja jestem. Nie wierze. Tu jest mnie 2 razy mniej niz  Doroty z Polski:-) Tu jestem spokojna, powazna, ulozona, he, he (chyba i moze nareszcie).

...::: Ja tu tyle o sobie, a tu kazdego dnia coraz cieplej i cieplej. Sloneczko, blekitne niebo, falujace gorace powietrze, a w poludnie nawet dosc dokuczliwy upal. Cieplej i cieplej i bedzie jeszcze cieplej... Afrykanskie lato trwa.

...::: Joanna napisala dzis w liscie: "U nas w radiu mowili, ze w Angoli (na wschodzie kraju) za noszenie
przez kobiety spodni wprowadzono kare, podobnie za sikanie na ulicy.
Ale mowili, ze to  kara cielesna. Czy to mozliwe ? Czy u nas w rmf- tak....?"  

Mozliwe, bo tu wszystko jest mozliwe. A ze kary za sikanie wprowadzili i za mycie samochodow to tez slyszelismy, tylko ze nikt tego nie przestrzega, przynajmniej w Luandzie .

                                              Jak dziecko....

 

<<<wstecz  dalej>>>