Twarde życie

Płacz alarmujacy

Twarde życie dotyczy głównie kobiet i dzieci. Czasem kiedy przyglądam się temu światu to wyraźnie widać działające tu prawo doboru naturalnego i walki o przetrwanie. Jesteś silny, to żyjesz i dajesz rade. Wszystkie dzieci biegające przy swoich śmietnikowych domach wydają się być bardzo silne i to nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. Nikt nie spełnia ich zachcianek, nie słucha grymasów, nikt ich nie rozpieszcza. Nie słychać i nie widać rozkapryszonych kilkulatków tupiących nogami. Kto by na to patrzył, kto by tego słuchał? Tylko te najmniejsze głośnym płaczem alarmują o swoim niezadowoleniu. Czynią tak dopóty dopóki są maleńkie i nie nauczą się, że ich płacz -protest jest zbędny, bo i tak mało kogo on obchodzi. Kiedy maluchy mają ponad rok "schodzą" z pleców mamy i najczęściej muszą pożegnać się z jej piersią, która  do tej pory była lekarstwem na wszystko, na smutki i żale, na głód i mokra pupę. Muszą zejść z pleców bo w tym czasie pojawia się mniejszy bart lub siostra, który zajmie ich miejsce. Te wędrują wtedy na plecy starszej siostry, albo po porostu na klepisko i tu odbywa sie dalsze dorastanie i poznawanie świata. Luandyjskie dzieci dają radę. Bawią się tam gdzie mogą i mają dużo wolności. Pomagają w domu. Czasem pracują. Zawsze zajmują się młodszym rodzeństwem i dbają o maluchy instynktownie, bez potrzeby przypominania im o tym. Tak zachował się brat Setinha w moim samochodzie. Zanim sam napił sie fanty napoił najpierw Setinha i zapakował mu do buzi kawałek batona, którego sam jadł. Piękne to było. Bardzo dorosłe, odpowiedzialne i dobre oczywiście. Widać też było jego troskę nie tylko rodzeństwo, ale i o matkę. Widziałam to.
                        

                         Dziewczynka opiekująca sie młodszym rodzeństwem          <---wstecz   dalej-->