Zatrzymaliśmy samochód tuż przed domem naszego motoriszty, czyli kierowcy. Uliczka była nieprawdopodobna. Wysiadając z auta umazałam nogę w błocie z szamba ale chwilowo ignorując brudną łydkę weszłam do gościnnego domu Gabriela. Zaraz po przywitaniu poprosiłam sympatyczna żonę Gabriela żeby dala mi coś do wytarcia. Ta zaraz przyniosła mi czystą, mokrą szmatkę. Kiedy wysiedliśmy z auta tuż przed bramą domu Gabriela niemal w kilka sekund zebrał się rój dzieci. Niewątpliwie wzbudzaliśmy sensacje. Na pewno nikt biały nigdy nie zapuszczał się w te tereny. Nie tylko więc dla nas ale i dla mieszkańców wąskich ulic było to wydarzenie. Gabriel przedstawił nam swoją rodzinę. Czyściutką i ładnie ubraną. Zaprosił do swojego domku, schludnego i wysprzątanego. Na środku stal plastikowy stolik z krzesełkami, była też bardzo stara kanapa ale i ładne szafki. Na jednej z nich stał telewizor. Pod ścianą stała spora zamrażarka. Gabriel mówi, że czasem mają tu prąd. Rzeczywiście w sieci kabli nad ulicami można było dostrzec i jeden do jego domu. Poczęstowaliśmy słodyczami śliczne i czyste dzieci Gabriela. Najmłodszy synek do końca naszego pobytu w ich domu nam nie zaufał ale za to ok .4 letnia córeczka była wyraźnie zachwycona naszą wizytą.

 

Dzieci Gabriela
Najstarszy syn. Bardzo podobny do ojca

<---wstecz   dalej-->