Na przeciwko domu Gabriela stoi domek  podobny do wielu jakie tu stoją, może tylko bardziej na środku. Z budynku owego dochodził wyraźny dziecięcy gwar. Przez znacznej wielkości otwór w murze zaglądała mała dziewczynka. Z otworu od środka wyglądała inna mała dziewczynka.
      

Spytałam Gabriela co mieści sie w budynku. Powiedział,  że jest to miejsce w którym lokalny ochotnik zbiera małe dzieci i uczy je rożnych rzeczy( za drobną opłatą). Drzwi były zamknięte szczelnie więc nie wiem jak odbywa się nauka i jakich rzeczy uczy, ale jestem pełna nadziei, że to dobra nauka. Nauka w małym domku w sercu jednego z wielu tu zapomnianych przez świat miejsc, w którym żyją tysiące zwyczajnych ludzi, nie żebraków, wyrzutków czy nieudaczników. Zwykłych ludzi, bez perspektyw na zmianę. Ludzi, którzy nie znają innego, lepszego życia i pewnie na nic więcej nie liczą jak na to, że nakarmią swoje dzieci dnia następnego. Myślę, że życie ich tu raczej nie jest "głodne", choć na pewno nie zawsze syte. Za to zdecydowanie urąga godności człowieka. Łatwo sobie wyobrazić ja wygląda miejsce tysiąca skomasowanych ludzi, którzy przybyli tu i gnieżdżą się niemal jeden na drugim w betonowych i blaszanych domkach, które sami sklecili wykorzystując niemal każdy centymetr wolnej ziemi i znosząc jakikolwiek materiał budulcowy. Domki te pozbawione są wszelkich wygód, prądu, bieżącej wody, a przede wszystkim kanalizacji. Wszystkie ludzkie odchody i odpady i ścieki wylewane są pod własne nogi wprost na ulicę, która jest również jedynym większym placem do zabawy dla dzieci. Ludzie tu "mieszkają" ze swoimi odchodami, a ziemia matka nie nadąża i nie ma gdzie tego przyjmować. Miejsca te pozbawiane są wszelkiej zieleni. Nic tylko beton, blacha, błoto, śmieci na ogromnych przestrzeniach obrzeży stolicy i a także w jej sercu. Baijro, czyli byle jakie zatłoczone murzyńskie osiedla.

A w tym wszystkim ludzie jakoś ubrani, uczesani, piorą, gotują, obmiatają swój kawałek klepiska. No i potrafią się bawić. I to jak. Do późnej nocy słuchają tańczą ulubioną kizombe popijając lokalne piwio. 

      
         Przy wejściu do domu Gabriela dzieci na nas czekały. W prawym dolnym rogu
         córeczka  naszego motoriszty. Z tylu nasze auto- praca Gabriela.

I kiedy pomyślę, rząd tego kraju wydal miliony dolarów na przygotowanie do Pucharu Afryki, na budowę kilku nowoczesnych stadionów i całej do tego przedsięwzięcia infrastruktury to uwierzyć nie mogę.

<---wstecz   dalej--->