Spacer po Ilha

Fotografowanie w Luandzie to wielka sztuka obłaskawiania
odwagi i "złodziejstwa"
Mimo, ze w Angoli jakiś czas temu zniesiono zakaz fotografowania to nadal spacer z aparatem na szyi ulicami miasta, czy po bezdrożach prowincji  można nazwać czystym szaleństwem.

            <---wstecz   dalej-->

Jak w żadnym znanym mi afrykańskim kraju ludzie tu nie ufają, nie lubią i nie szują białego człowieka.  Oczywiście bywają nieliczne wyjątki, bo człowiek bywa człowiekiem, bez względu na kolor skóry i szerokość geograficzna w jakiej mieszka, więc i w Angoli napotykać można ludzi, którzy tak po prostu uśmiechają się do życia i do białych także.

Rzeczywiście na ulicach Luandy wyglądamy paskudnie rażąco. Czyli zbyt biali, zbyt różowi, zbyt grubi, zbyt starzy, spoceni, nieestetyczni, niedoskonali. Brak nam w tu płynności ruchów, gracji i jakiejś harmonii z otoczeniem.

Całe szczęście jednak, że nie dopasowałam się do tego zaśmieconego krajobrazu. Ale, rzeczywiście najlepiej jednak prezentujemy się zza szyby samochodu i wciąż jest nas tu na tyle mało, że wydajemy się być sztucznym tworem. Może to ów nieestetyczny wygład? Choć nie sprawdza się to do końca, ponieważ wiele tu młodych, czarnych amatorek białej męskiej skóry, grubej, starej, spoconej, a nade wszystko upchanej dolarami białego portfela.

Och jaki tu przedziwny świat.

Myślę, ze Angolczycy nigdy nie doczekają się turystów w swoim kraju. Nigdy dopóki nie zaczną uśmiechać się do białego człowieka, dopóki nie przestaną machać rękoma złowrogo na widok człowieka z aparatem, dopóki nie przestaną tonąc w tonach odpadów. Dopóki nie zniknie niewyobrażalny odór i roje zielono złotych much. Dopóki biały wychodząc i wchodząc do swojego domu nie będzie musiał zatykać ust i nosa czymkolwiek, dopóki czaple białe, których tu wiele nie będą znowu białe a nie umazane ciemną, lepka mazią i nie przestaną zdychać przy basenie białego człowieka. Dopóki ludzie nie przestaną potykać się o przejechane psie trupy. Smutny to widok. Prawdziwy to codzienny widok...